Skocz do zawartości


Coś o jadzie Trimki pospolitej


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
4 odpowiedzi w tym temacie

#1 Guest_Hannibal_*

Guest_Hannibal_*
  • GOŚĆ

Napisano 25 luty 2013 - 19:30

Witam !

Jestem nowy na forum, ale chciałbym podzielić się swoją małą historią :)

7-8 lat temu zostałem ukąszony przez trimeserus albolaris(tak mi przynajmniej powiedział sprzedawca, czy to była krzyżowka stanegerii z albolaris, tego nie wiem)
Wiele osób mówi/piszę, że jad tego węża jest stosunkowo łagodny, nic bardziej mylnego, to co mnie spotkało, można porównać z naprawdę sporawą tragedią.
Węże hodowałem od 9 roku życia, w wieku 14 lat kupiłem sobie pare owych węży, nie było z nimi problemów, w między czasie, zakupiłem sobie jeszcze crotalusa durissusa, daboye xanthie(teraz chyba ma inna nazwe lacinska), vipere ammodytes, hodowla rozwijała się się spokojnie, miałem osobny pokój do hodowli tych węży, zamykany na klucz, oddzielony od części mieszkalnej, bezpieczeństwo było zapewnione.
Niestety ale byłem zmuszony pozbyć się całej hodowli, wiec dogadałem się ze znajomym, że mu je odsprzedam, i w trakcie pakowania zostałem ukąszony przez samice wspomnianej powyżej trimki(w prawe przed ramie)
Niestety zbagatelizowałem całą sytuację, rozciąłem sobie rane opuścilem troszkę krwi, wziąłem wapno, i stwierdziłem, że trochę sobie w domu poleżę, w nocy zaczęła się udręka, ręka mi spuchła(wyglądałem jak jednoręki pudzian, zresztą i taką ksywę miałem później na toxykologii), olbrzymi ból, jak by ktoś mi łamał kości, biegunka na zmiane z wymiotami.
Rano mój ojciec wezwał rodzinnego lekarza, przyjechał do domu i zmierzył mi ciśnienie : 50/10 od razu wezwał karetkę pogotowia (podobno umierałem, zresztą i tak się czułem), karetka mnie zawiozła do szpitala i tam zaczęła sie walka o moje życie, badania krwi wykazały, że moja wątroba nieźlę oberwała, płytki krwi były doszczętnie zniszczone, przy normie 120, miałem 0, i rozpoczęło sie leczenie.
Lekarze nie pozwalali mi sie ruszać, bojąc się o to, że mogę dostać wylewu, zresztą raz złamałem ich nakaz i poszedłem do kibla, w trakcie czynności ,,podcierania się" zobaczyłem, że wszystko jest we krwi, na początku wystraszyłem się, że krew mi leci z ,,dupy" ale okazało się, że mały strupek na mojej dłoni pękł(taki malutki), i z tej mini ranki lało się tyle krwi, że nie mogłem w to uwierzyć.
Poza tym otrzymałem jakieś 16 jednostek płytek krwi, bardzo dużo jakiś cholendarnie drogich leków, lekarze non stop straszyli mojego ojca, że umrę. moje leczenie kosztowało około 200 tysięcy złotych(tyle szpital na mnie wydał).
Do czego zmierzam
Zmierzam do tego, że w momencie gdy mnie ten wąż ukąsił nie byłem fizycznie dzieckiem w wieku 15 lat miałem 2metry wzrostu 100kg wagi, badania naprawdę dobre, ogólnie byłem super zdrowym chłopakiem:)
i mimo wszystko ukąszenie spowodowało, że prawie umarłem.
Do wszystkich którzy chcą rozpocząć hodowle, pamiętajcie, że to jest niebezpieczne, i poza tym działa jak narkotyk jak raz się staniesz hodowcą to bardzo trudno z tego wyjść:).

Co do obecnego stanu zdrowia, w miarę dobre, co prawdą mam chorę serce, nadcisnienie tetnicze i nawet miałem jakies mikrozawały, ale lekarze nie wiąrzą tego z moim romansem z trwożnicą :)
Pozdrawiam
Hannibal

#2 Guest_pawulon2012_*

Guest_pawulon2012_*
  • GOŚĆ

Napisano 25 luty 2013 - 23:38

Bardzo ciekawa historia ku przestrodze.A mozesz napisac jakie nieprzyjemnosci zwiazane z tym zajsciem mieli twoi rodzice?Co myslisz o hodowli takich wezy teraz?oczywiscie nie polecam nikomu hodowli stworzen jadowitych.

#3 Guest_Hannibal_*

Guest_Hannibal_*
  • GOŚĆ

Napisano 26 luty 2013 - 21:30

Co do nieprzyjemności, w tedy nie były formalnie zakazane w hodowli te węże, poza tym ojciec był dość wpływową osobą, więc wszystko rozeszło się po kościach tzn były wstępne przesłuchania o nieumyślne narażenie mieszkańców kamienicy mojego taty, ale nic poza tym się nie stało.
Co prawda Facet który sprzedał mi tego węża miał problemy, nawet jakieś pare miesięcy temu dostałem list z prokuratury czy jako pokrzywdzony nie chce rządac odszkodowania od tego człowieka, ale oczywiście napisałem, że niczego nie chce od tego Pana, i jestem za umorzeniem sprawy.

Co do hodowli :), kocham wężę i uważam, że warto je hodować, byłem za młody i nie miałem szczęścia, jak bym mial tylko kontakty które miałem w tedy znowu pewnie bym zaczął hodowle, ale w tym momencie trudno mi kogoś zaufanego z ciekawymi gatunkami znaleźć :)

#4 CONSTRICTORS

CONSTRICTORS
  • UŻYTKOWNIK
  • PipPipPipPip
  • 361 postów
  • W terrarystyce:2014
  • Kraj:

Napisano 01 marzec 2013 - 20:48

Witam !

Ja chyba kojarzę tą sytuację i to bardzo dobrze ! :-) W sumie jadusów już nie trzymam od około dwóch lat i nie zapowiada się , abym do tego wrócił, to ukąszenie trwożnicy w Lublinie pamiętam doskonale (jeśli o tym mowa? pewnie tak...). Historię też tą znam od strony kuchni razem z pochodzeniem zwierząt - ponoć durissus był pozbawiony gruczołów a okazało się później zupełnie coś innego, tak? Tak to jest jak pewien polak brał się za "odjadowienie" mogło skończyć się o wiele gorzej, jeśli sprawcą byłby grzechotnik straszliwy.

Fajnie że postanowiłeś po tak długim czasie całą historię opisać, bo to może być przestrogą dla wszystkich chętnych, którzy chcą trzymać "słabo jadowitego TRIMKA" ...

Pozdrawiam!

Constrictors
  • 0

#5 TRIMEK

TRIMEK
  • ADMINISTRATOR
  • 1268 postów
  • W terrarystyce:2002
  • Miasto:Sosnowiec
  • Kraj:

Napisano 05 marzec 2013 - 23:26

Hannibal, wielkie dzięki za opisanie sprawy, dzięki temu co napisałeś mam nadzieje że wiele osób zanim zakupi jakiegokolwiek jada zastanowi się nad powagą sytuacji.
  • 0




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych